Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 124 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O mnie

Gotowanie to moja pasja. Wciąż próbuję coś nowego dla moich domowników - dużej córki weganki, małej - mięsożercy oraz syna i męża lubiących jeść w ogóle.
Kuchenka jest dla mnie narzędziem codziennym - ułatwia i uprzyjemnia mi gotowanie. Rzadko korzystam z gotowych przepisów, większość wymyślam sama lub przerabiam.Można do mnie pisać na grazyna0071@wp.pl

O moim bloogu

Przepisy na domowe obiadki, sałatki i ciasta, również do kuchenki mikrofalowej. Kuchnia niewyszukana:staram się ze zwykłych składników wyczarować niezwykłe smaki. Jeśli masz kłopot z dodaniem komenta...

więcej...

Przepisy na domowe obiadki, sałatki i ciasta, również do kuchenki mikrofalowej. Kuchnia niewyszukana:staram się ze zwykłych składników wyczarować niezwykłe smaki. Jeśli masz kłopot z dodaniem komentarza, to usuń spod niego adres i wklej go ręcznie, albo zostaw sam nick.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1845962
Wpisy
  • liczba: 595
  • komentarze: 6176
Bloog istnieje od: 3361 dni

Lubię to

Blog Forum Gdańsk 2010

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl

Kategorie

Mamy karnawał, zapraszam na salsę !

niedziela, 31 stycznia 2010 11:32






Dwa kroki w lewo, obrót, krok w prawo... o, nie, to nie ta salsa!
Wstyd mi trochę, że dopiero teraz dołączyłam do akcji Ireny i Andrzeja, ale kuchni Ameryki Pólnocnej nie lubię, a Południowa kojarzy mi się z latem i słońcem, więc nastrój nie ten. Ale dzis za oknem piękne słońce, choć biało i mroźno, a nastrój od razu lepszy.
Przepis pochodzi z książki Kuchnia meksykańska i obiecuję, że niejeden przepis z tej książki jeszcze tu zagości. Ale spokojnie, akcja trwa długo...

SALSA POMIDOROWA

duży pomidor
mała, pikantna papryczka
mała cebula ( u mnie czerwona)
sok z limonki
sól, pieprz, mielona kolendra
Pomidor kroimy w kostkę. Papryczkę , po usunięciu nasion, w drobniejszą. Podobnie cebulę i mieszamy to wszystko w miseczce, skrapiamy sokiem z limonki, doprawiamy.
Salsę najlepiej jeść z tortillą, ale można ze wszystkim, do czego pasuje pomidor. Ja zjadłam na chlebie z masłem do jajka na miękko na samotne śniadanie, bo część rodziny w górach a syn śpi... Smacznego !


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Sałatka z fasolki z serkiem wiejskim

piątek, 29 stycznia 2010 13:29




Zwykle robię tę sałatkę z twarogiem wędzonym albo fetą, ale kiedyś mój mąż przez pomyłkę zamiast wiaderka sera na sernik kupił mi wiaderko serka wiejskiego i musiałam je jakoś spożytkować. To ulubiona sałatka mijej Córci ( była też Dużej zanim została weganką) i robię ją często. Jest sycąca, może stanowic samodzielne danie. Można ją zrobić z majonezem albo miksem majonezowo-jogurtowym, ale ja ja zrobiłam z samym jogurtem i w dodatku chudym, wiadomo dlaczego. Jako przyprawa dobry jest też tymianek.
Dedykuję tę sałatkę pewnej wielbicielce serka wiejskiego ( widziałam, jak kupowała...) i właścicielce sympatycznego ptaszka Hirka.

SAŁATKA Z FASOLKI Z SERKIEM WIEJSKIM

puszka czerwonej fasolki
opakowanie serka wiejskiego
mały zielony ogórek lub pół dużego
jogurt naturalny
sól, pieprz, majeranek, zielony koperek
Odcedzamy fasolkę, dodajemy serek i pokrojony w kostkę ogórek, który najpierw trzeba posolić a potem odcedzić z wody. Przyprawiamy do smaku, mieszamy z jogurtem, posypujemy posiekanym koperkiem  i gotowe. Może się trochę przegryźć w lodówce.
Smacznego Aga :)


Podziel się

komentarze (23) | dodaj komentarz

Serce od serca

czwartek, 28 stycznia 2010 17:01


Ukradłam serce Antoniemu... A właściwie serca i to drobiowe. U Antoniego - gęsie, u mnie indycze. Leżały sobie w zamrażalniku i czekały na pomysł, a tu u Antoniego wpis pod tytułem serce gęsi
Ucieszyłam się bardzo, bo dotychczas robiłam serca indycze tak, jak cynaderki i chętnie bym spróbowała czegoś  nowego. Zrobiłam je prawie tak samo, tyle, że pokroiłam je w plastry, bo moja rodzina nie lubi anatomicznych kształtów.. Były duże, po odcięciu częsi niejadalnych dały się pokroić na 4-5 plastrów grubości ponad centymetr. Ale przejdźmy do konkretów - przepis za Autorem :

SERCA INDYCZE WEDŁUG ANTONIEGO

¾ kg serc indyczych
2 marchewki
2 łodygi selara naciowego
duża cebula
duży kiszony ogórek
2 ząbki czosnku
ok. szkalnki  czerwonego wina
sól, pieprz, listek laurowy, majeranek
olej do smażenia
Na podgrzany olej wrzuciłam pokrojoną marchewkę, cebulę w półplasterkach i pokrojony seler naciowy, podsmażyłam do zrumienienia. Wrzuciłam pokrojone w plastry serca, ale nie otaczałam ich w mące, bo jestem roztargniona i mogłabym nie dopilnować, a w mące łatwiej się przypalają. Podsmażyłam, dodałam czosnek i przyprawy, pokrojony ogórek kiszony. Podlałam winem i dusiłam, dolewając co jakiś czas wina, około godziny. Resztą wina podzieliłam się z mężem, bo gdybym zastosowała się do sugestii Antoniego, to bym jeszcze coś przypaliła...
Na końcu zagęściłam sos odrobiną mąki rozbełtanej  w wodzie, bo otrąb nie miałam. Tego produktu zakazał mi kupować mój mąż, bo kojarzy mu się z byłą kaczą fermą jego Rodziców...
Podałam gulasz z serc z kaszą pęczakiem, która idealnie do niego pasowała i podobną tematycznie surówką - z kapusty pekińskiej, ogórków kiszonych z papryką, papryką kiszoną z ogórkami ( w jednym słoju, niech żyje spiżarnia! ), czerwonej cebuli i jabłka.
Smakowało nam to bardzo i rodzina zgodnym chórem, tak, jak przy kartaczach, wychwalała Antoniego - pewnie biedak miał czkawkę...
A dziś o 18. 15 - pamiętacie - reportaż o Antonim w radiowej Trójce. Radio już mam nastawione.
P.S . Liczba odwiedzin na moim blogu zbliża się do 100.000! Pamiętam, ile czekałam na pierwszy tysiąc... Boję się, że przegapię ten fakt, więc jeśli ktoś to przyuważy i przyśle mi na maila ( z boku bloga) zrzut ekranu z liczbą 100 000, albo 100 001 lub 100 011, to dostanie w nagrodę kartonik domowych przetworów z mojej spiżarni...
Smacznego!


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Mamo, masz ciasteczko? - czyli improwizacja tiramisu

środa, 27 stycznia 2010 10:53




Mamo, masz ciasteczko? Takie pytanie padło wczoraj późnym popołudniem ze strony Córci. Nie miałam, zaproponowałam jej czekoladę lub cukierki. Nie, ja chcę ciasteczko. Moja Córcia nie ma trzech lat , tylko trzynaście, ale jest najmłodsza... Poszła do swojego pokoju a ja do kuchni. Czaszka paruje - w piekarniku to za długo, szyszki jej się znudziły...
Zrobiłam szybki
biszkopt w kuchence mikrofalowej
Wystygł szybko - chwila za oknem...Połowę posmarowałam dżemem i oddałam w ręce Córci, która ubiła śmietanę, ozdobiła nią placek i położyła na wierzch "sezonowe" owoce - kiwi i mandarynkę.
Drugą połowę pokruszyłam na puch, bo zachciało mi się tiramisowych kulek, co je podejrzałam ( ściągnięte od Atiny) u
Antoniego
A co, jak szaleć, to szaleć, coś nam się po tym stresie związanym z awarią należy... Zwlaszcza moim domowym hydraulikom z konieczności, zmęczonym bardzo...
Serka mascarpone oczywiście w domu nie miałam, ale do kostki twarogu półtłustego dodałam dwie łyżki miękkiego masła, dwie łyżki cukru-pudru i utarłam to drewnianą pałką w misce. Aha, przedtem skropiłam biszkoptowy puch mocną kawą i wiśniówką, bo rum zużyłam do herbatki. Podkradłam też Córci trochę bitej śmietany, tak ze ¾ szklanki. Wymieszałam ręką w misce ser z masłem, nasączone biszkopty i bitą śmietanę. Konsystencja była dobra i - za radą Antoniego, obie z Córcią, niczym żuczki, toczyłyśmy kulki jak duże orzechy i obtaczałyśmy w startej drobno czekoladzie. Cała ta akcja trwała niewiele ponad pół godziny. Kulki w przepisie miały czekać dobę, ale u nas by się nie doczekały. Skorzystałam z luksusowych warunków do chłodzenia za oknem - po godzinie kulki były gotowe do konsumpcji.
 W międzyczasie zjedliśmy biszkopt ze śmietaną i owocami - ja tylko jeden kawałek, bo poszłam ukryć cztery kulki, żeby im zrobić dziś rano zdjęcie w świetle dziennym i te właśnie widzicie. Jak wróciłam , to ( na szczęście dla mojego odchudzania) już było po biszkopcie.
Kulki improwizowane- rewelacja! Aromatyczne od kawy i wiśniówki, rozpływające się w ustach, posypane czekoladą... Ta forma tiramisu zdecydowanie odpowiada mi najbardziej.
Smacznego!




Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

Domowy pasztet drobiowy zamiast terriny i limeryk na mróz

wtorek, 26 stycznia 2010 9:49




Początkowo miała to być terrina z rosołowego mięsa, podobna do tej u Olgi
Czekając na powrót rodziny z zakupów ( na śmietanę i żelatynę), zmiksowałam mięso z duszoną wątróbką, co mi została z sobotniego obiadu i pieczarkami, które zazwyczaj mam w lodówce, w słoiku, gotowe do użycia. Kiedy zajrzałam po godzinie do mięsa, chcąc się wziąć za dokończenie terriny, spotkała mnie miła niespodzianka : naturalna żelatyna zawarta w kurczakowych skrzydełkach i indyczej szyi ( bo na tym był rosół) dokonała swego  i zrobił się z tego niezły pasztet, gotowy do krojenia a jednocześnie łatwo się rozsmarowujący na chlebie. I nie chciało mi się go psuć- terrinę zrobię innym razem... Przejdźmy do konkretów:

DOMOWY PASZTET DROBIOWY

3 skrzydełka z kurczaka i szyja indycza, ugotowane w rosole
2 uduszone wątróbki drobiowe
2/3 szklanki duszonych pieczarek
pieprz, majeranek, gałka muszkatołowa
Mięso należy obrać i zmiksować razem z wątróbkami i pieczarkami. Przyprawić, włóżyć do naczynia o atrakcyjnym kształcie i wstawić do lodówki. U mnie dał się kroić już po godzinie. Pyszny do chleba, pod warzywka, najlepszy z plastarmi kiszonego ogórka i paskami papryki. Smacznego!
P.S. Wczotraj zamarzły nam kaloryfery. Nie jest tak źle, bo mamy w hallu kominek a główny pokój ogrzewamy elektrycznym piecykiem. Już częściowo naprawione, ale jeszcze nie mamy ciepłej wody... Staram się nie tracić pogody ducha, żeby mnie ogrzewała od środka. I wymyśliłam taki limeryk:

Zamarzły mi kaloryfery
A mróz wchodzi do każdej sfery
Siadłam przy kominku
Z myślami o drinku
Bo zimno, do jasnej cholery!

Pardon za ostatnie słowo, ale myślę, że w kryzysowo-mrozowych sytuacjach pada ostatnio dośc często. U nas dziś rano, jak nie mogliśmy odpalić samochodu, a czas naglił...
Na koniec moje dwa czarne koty wpatrzone w zimowy krajobraz za oknem.Te krzaki w tle, to maliny...ach, maliny...rozmarzyłam się...





Podziel się

komentarze (23) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  1 845 962