
Gotowanie to moja pasja. Wciąż próbuję coś nowego dla moich domowników - dużej córki weganki, małej - mięsożercy oraz syna i męża lubiących jeść w ogóle.
Kuchenka jest dla mnie narzędziem codziennym - ułatwia i uprzyjemnia mi gotowanie. Rzadko korzystam z gotowych przepisów, większość wymyślam sama lub przerabiam.Można do mnie pisać na grazyna0071@wp.pl
Przepisy na domowe obiadki, sałatki i ciasta, również do kuchenki mikrofalowej. Kuchnia niewyszukana:staram się ze zwykłych składników wyczarować niezwykłe smaki. Jeśli masz kłopot z dodaniem komenta...
więcej...Przepisy na domowe obiadki, sałatki i ciasta, również do kuchenki mikrofalowej. Kuchnia niewyszukana:staram się ze zwykłych składników wyczarować niezwykłe smaki. Jeśli masz kłopot z dodaniem komentarza, to usuń spod niego adres i wklej go ręcznie, albo zostaw sam nick.
schowaj...Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Jak juz pisałam w ubiegłym roku z okazji Tłustego Czwartku, nie lubię smażenia w głębokim tłuszczu i dlatego zamiast pączków smażę racuchy. Na ten dzień specjalne- nadziewane truskawkami z syropu. W tym roku zrobiłam je z ciasta takiego, jak na pączki, z zeszytu z rodzinnymi przepisami.
NADZIEWANE RACUCHY Z PĄCZKOWEGO CIASTA
1/2 kg mąki pszennej
1/3 kostki stopionego masła
35 g drożdzy
1/2 szklanki mleka
4 żółtka
4 łyżki cukru
3/4 szklanki gęstej śmietany
łyżeczka spirytusu
łyżka startej skórki z cytryny
szczypta soli
łloik truskawek z syropu
olej do smażenia
Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam letnie mleko, posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W międzyczasie stopiłam i przestudziłam masło i wymieszałam cukier z żółtkami.
Do miski wsypałam mąkę, posoliłam troszkę, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, żółtka z cukrem, śmietanę, stopione masło w temperaturze pokojowej, cytrynową skórkę, spirytus. Wyrabiałam drewnianą łyżką aż ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza. Postawiłam przykryte w ciepłym miejscu do podwojenia objętości, co trwało około 45 minut.
Na dwie patelnie nalałam oleju, tak ok. centymetrową warstwę i kładłam łyżką po kilka owalnych placuszków. W środek wciskałam odsączoną z syropu truskawkę i przykrywałam kleksem ciasta. Smażyłam pod pokrywką, a gdy spód się zrumienił, przewracałam i dosmażałam bez przykrycia. Olej uzupełniałam, a żeby się nie przypalał, wrzucałam do niego kawałeczki surowego ziemniaka. Gotowe racuchy odsączałam na papierowych ręcznikach i obtaczałąm w cukrze-pudrze. Właściwie to córcia obtaczała, bo ja na dwie patelnie to miałam co się zwijać... Z tej porcji wyszło około 30 racuchów.
Najlepsze są na ciepło, ale dobre też zimne albo letnie, trochę przestudzone. KIlka klasycznych pączków kupiliśmy w cukierni, ale racuchy cieszą się dużym powodzeniem. Poza tym wczoraj piekłam z córką pączki wegańskie, w piekarniku, na mleku sojowym i oleju, bez jajek. Smakowały jak słodkie nadziewane bułeczki. Ale racuchy są największym przebojem Tłustego Czwartku. Smacznego !
Wróciłam dziś z kuracji. W czasie mojej nieobecności mój mąż tak sobie upodobał gotowanie, że dziś postanowił zrobić specjalny obiad na moje powitanie. Poprosił mnie tylko, żebym zrobiła
Mięsem miał się zająć sam, ja zrobiłam jeszcze surówke z kapusty kiszonej z jabłkiem.
Mięso było nie byle jakie - bo z jelenia. Jako dodatek został wykorzystany boczek wędzony i sporo czerwonego wina. Tajemnicę przyrządzenia gulaszu poznałam dopiero w trakcie jego jedzenia i czym prędzej dzielę się nią z Wami :
GULASZ Z JELENIA
1/2 kg mięsa z jelenia
25 dkg wędzonego boczku
cebula
kilka ziaren jałowca
sól, pieprz
1/2 butelki czerwonego wina
olej do smażenia
Pokrojone mięso jelenia podsmażamy na oleju z cebulą, dodając nieco póżniej plastry wędzonego boczku, który też rumienimy. Podlewamy to czerwonym winem, dodajemy kilka ziaren jałowca, zagotowujemy i dusimy na małym ogniu około półtorej godziny do miękkości. To wszystko. Z drożdżowymi pyzami smakowało to bosko, mięso było pyszne , kruche i nie wymagało żadnych innych przypraw, a surówka z kapusty bardzo do tego pasowała. Popiliśmy to wytrawnym czerwonym winem.
Bardzo miło zaskoczył mnie ten wyśmienity obiad. Aha, na zdjęciach talerz stoi na serwetce, którą własnoręcznie wydziergałam podczas kuracji, zainspirowana twórczością sąsiadki z pokoju. Serwetka jest jeszcze w stanie surowym, myślę, że po odpowiedniej obróbce będzie jeszcze bardziej efektowna. Smacznego !
Jakże często moimi poczynaniami kulinarnymi rządzi przypadek... Ale dzięki temu powstają dania z nowymi, nieraz bardzo ciekawymi smakami. Tak było i tym razem...
Do wczorajszych klusek zużyłam niemal cały zapas mąki a rodzinka, którą po zakupy posłałam zapomniała mąki kupić. Zabierając się za pieczenie ciasta zastałam w szafce tylko resztki mąki pszennej. Wiele nie potrzebowałam bo planowałam serniko-brownie z niewielkiej porcji, ale do potrzebnej mi szklanki mąki brakowało połowy. Miałam za to makę żytnią i to ją postanowilam dodać. A poniewaz żytnia kojarzy mi się z piernikiem, dodałam do ciasta nieco imbiru i cynamonu. Ciasto robiłam w kuchence, bo wiem, że tam mi się uda, a walczę z przeziębieniem i nie jestem w najlepszej formie, nie brałam się więc za uruchamianie piekarnika.
SERNIKO-BROWNIE Z PIERNIKOWĄ NUTĄ
pół szklanki mąki pszennej
pół szklanki mąki żytniej
1/3 szklanki cukru
1/4 szklanki oleju
1/4 szklanki mleka
1 jajko
łyżka kakao
łyżeczka proszku do pieczenia
spora szczypta cynamonu i imbiru
Warstwa serowa:
1/2 serka mielonego waniliowego ( z wiaderka)
2 jajka
4 łyżki cukru
Mąki wymieszałąm w misce z cukrem, kakao, proszkiem do pieczenia i przyprawami. Dodałam mieszając olej, mleko i jajko, wymieszałam dokładnie.Włożyłam ciasto do natłuszczonej formy i wstawiłam do kuchenki na 600 W na 6 minut, żeby się zapiekło - inaczej ser mi się mieszał z ciemnym ( tak powstało serniko-brownie łaciate, które prezentowałam gdzieś rok temu...).
W międzyczasie zmiksowałąm jajka z cukrem, na najniższych obrotach dodawałam serek. Wylałam to na podpieczony spód i wstawiłam do kuchenki na tę samą moc na 8 minut. Po tym czasie ciasto się lało, dodałam mocy (600 W) i wstawiłam jeszcze na 3 minuty- gotowe. Po wystudzeniu w temperaturze pokojowej wstawiłam ciasto do lodówki, żeby się dobrze kroiło.
Wyszło pyszne, dostałam polecenie, by następnym razem zrobić z większej porcji... Smacznego !
Moim czytelnikom, którym spodoba się moje konkursowe danie przypominam, że do końca lutego można jeszcze głosować na mój przepis - grillowane oscypki z żurawiną w konkursie na kulinarny blog roku,
To nie jest przepis rodem z kuchni węgierskiej. Nazwałam te zrazy "po węgiersku" bo występują w nich elementy typowe dla tej kuchni- papryka i salami.
Najpierw miały to być bitki z wieprzowej łopatki, ale mięso ładnie rozbiło mi się na duże płaty i postanowiłam je zwinąć w roladki i nadziać czymś. W lodówce znalazłam salami i zieloną paprykę, dodałąm też cebulę a do sosu troche suszonych pomidorów. Mięso przyprawiłam też słodką papryką.
Jako dodatek padło na kluski , które ja nazywam "rzucanymi" ( zsuwam kawałki ciasta nożem z płaskiego talerza na osolony wrzątek), a prezentowałam je już
ZRAZY PO WĘGIERSKU
4 plastry mięsa wieprzowego
4 plastry salami
4 plastry cebuli
4 paski zielonej papryki
sól, pieprz kolorowy
majeranek, słodka papryka w proszku
suszone pomidory
olej do smażenia
łyżka mąki
Mięso rozbijamy, solimy, posypujemy świeżo zmielonym kolorowym pieprzem, majerankiem i papryką. Na każdy plaster kładziemy kawałek salami, papryki i cebuli, zwijamy w roladki i kładziemy złączeniem na dół na rozgrzany olej - wtedy się nie rozwiną. Obsmażamy z obu stron na brązowo, dodając kawałek cebuli. Wsypujemy pokruszone suszone pomidory ( wystarczy trochę), podlewamy wodą i dusimy pod przykryciem do miękkości, co trwa około godziny, podlewając wodą w razie potrzeby. Na końcu możemy zagęścić sos łyżką mąki rozbełtaną w zimnej wodzie.
Podałam te zrazy z kluskami podobnymi do węgierskich galuszek, z mąki pszennej, jajek i wody gazowanej. Pysznie to wszystko smakowało w towarzystwie surówki na bazie kapusty pekińskiej. Smacznego !
Na czekoladowy weekend postanowiłam zrobić domową czekoladę w moim ulubionym smaku. Uwielbiam nadziewaną miętową czekoladę i chciałam zrobić coś podobnego. Postanowiłam wykorzystać likier miętowy do uzyskania pożądanego smaku , poza tym zrobić w środku jasną warstwę, żeby czekolada wyglądała, jak nadziewana.
DOMOWA CZEKOLADA MIĘTOWA
1/2 kostki masła
1/2 szklanki cukru
2 łyżki mleka lub słodkiej śmietanki
2 łyżki kakao
łyżka mąki ziemniaczanej
4 łyżki likieru miętowego
ok. 1,5 szklanki mleka w proszku
Masło, mleko i cukier rozpuszczamy ( ja w kuchence mikrofalowej, 3 min na 600 W). Do lekko przestudzonego dodajemy likier miętowy i dzielimy na 2 części. Do jednej dodajemy kakao, do drugiej mąkę ziemniaczaną, intensywnie mieszając. Wlaściwie tej mąki można dodać do obu części, bo dzięki niej czekolada staje się bardziej aksamitna w konsystencji. Studzimy obie polewy do temperatury pokojowej i wtedy dodajemy kolejno do każdej mleko w proszku - ok 3/4 szklanki do każdej części. Aby czekolada po zastudzeniu miała odpowiednią twardość, dodajemy tyle mleka w proszku, aż ledwo uciągniemy łyżkę, którą mieszamy masę.
Czekoladę rozsmarowałam w pojemniku- najpierw połowę ciemnej warstwy, potem jasną, na koniec resztę ciemnej. Wstawiłam do lodówki do zastygnięcia. Po 2-3 godzinach jest gotowa.
Nie smakuje jak typowa czekolada, ale taką możemy sobie kupić w sklepie. Ma swój specyficzny smak, ale bardzo atrakcyjny. Likier miętowy zrobił swoje, czuć wyraźny posmak mięty z lekką nutą alkoholu. Cieszyła się dużym powodzeniem, żeby zrobić dziś zdjęcia w świetle dziennym musiałam zaapelować o umiar... Smacznego !
niedziela, 12 lutego 2012
Licznik odwiedzin: 819 091